Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one shot. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 lipca 2014

Reincarnation [Reituki]

Beta: Asu-senpai, dziekuje~

Na początek, aby lepiej się wczuć:
Soundtrack 1:

Soundtrack 2:

***

"Japończycy, którzy chcą się zabić, wybierają gęstwinę pod Fuji"

Młody, na oko 18-letni chłopak zatrzymał się tuż obok owianego złą sławą lasu Aokigahara. Przebył tu prosto z Yokohamy w jednym celu.
Nerwowo chodził w kółko tuż obok bram wejścia do lasu. Powiadają, że samobójcę rozpoznać można już na pierwszy rzut oka po jego zachowaniu. Lecz tutaj... Nie było nikogo, kto mógłby go poznać. Nikogo, kto mógłby pomóc. Nawet patrol policji nie zjawił się o tak później porze. Młodzieniec zdany był jedynie na siebie i swój własny rozsądek. A może jego brak?
Przystanął na moment przy jednej z drewnianych tabliczek ostrzegawczych, postawionych przez miejscowe władze. "Twoje życie jest cennym darem od Twoich rodziców, pomyśl o swoim rodzeństwie i dzieciach." głosiły wypisane na niej znaki. Blondyn parsknął śmiechem.
"Jeśli myślą, że powstrzyma mnie to od zamachu na życie, to grubo się mylą." pomyślał.
Powoli ruszył główną ścieżką w głąb lasu, rozmyślając o swoich dotychczasowych przeżyciach. Nigdy nie miał depresji. Nie ciął się, nie podpalał, nie miał żadnego zaburzenia. Co więc skłoniło go do tak odważnego czynu? Akira był w końcu przystojny, inteligentny, zabawny. Posiadał dużo znajomych, kochającą rodzinę. Grał w zespole, jeździł na harley'u, chodził na siłownię. Kończył jedną z najlepszych szkół w prefekturze. Można powiedzieć, że wygrał życie.
Gdy las po jego obu stronach zaczął gęstnąć zatrzymał się. Z kieszeni jeansów wyciągnął pomięte zdjęcie, na którym widniał na oko 16-letni chłopiec o drobnej posturze, delikatnych rysach twarzy i blond włoskach. Szeroki uśmiech wskazywał, że w chwili zrobienia zdjęcia był szczęśliwy. Ubrany w białe ciuchy przypominał lekko buntowniczego aniołka.
Przez usta osiemnastolatka przemknął cień uśmiechu, jednak zniknął równie szybko, co się pojawił. Przybliżył zdjęcie do swojej twarzy, następnie złożył na nim delikatny pocałunek.
- Przepraszam, Takanori... - wyszeptał. - Kocham cię, bardziej niż ktokolwiek kochał. Naprawdę nie chciałem, aby to się tak zakończyło, ale...
Skręcił w prawo. Powoli ruszył w gęstwinę, z każdym krokiem coraz bardziej zgłębiając się w labirynt drzew i krzewów.
- ...nie mam innego wyboru.
Z nieba zaczął padać deszcz. Blondyn ponownie schował zdjęcie, nie chcąc, aby uległo zniszczeniu, choć wiedział, że z biegiem czasu stanie się to nieuniknione. Bolał go ten fakt. Chciał, aby Takanori był szczęśliwy, jak w chwili, gdy zrobił mu to zdjęcie. Dlatego chciał, aby trwało w stanie idealnym przez miesiące, lata, czy nawet wieki po jego śmierci. Tuż przy jego ciele.
W powietrzu dało się wyczuć odór zgnilizny. Doszedł do alei wiszących ciał. W nocnym świetle księżyca, które prześwitywało przez korony drzew, wydawały się jeszcze bardziej złowieszcze, upiorne, jak i tajemnicze czy delikatne zarazem. Pozapadane oczodoły wydawały się wpatrywać w jego osobę, zapraszając ją do ich świata. Świata bez zmartwień, trosk. Błogiej, wiecznej ciszy. Tam, gdzie wszystko jest idealne.
W końcu, każdy z nich miał rodzinę. Każdy prowadził normalne życie, podobnie jak on. I każdy miał powód, aby odejść. Uciec od brutalnej rzeczywistości, klęsk, mniejszych lub większych niepowodzeń. A może chcieli umrzeć godnie, podobnie jak dawni samurajowie popełnić coś na podobieństwo harakiri?
Wbrew tradycji, Akira wiedział, że godna śmierć nie istnieje. Można godnie żyć, ale nie umrzeć.
Chcąc okazać szacunek wisielcom, chłopak złożył pokłon w ich stronę, po czym ruszył w przeciwnym kierunku. Nie chciał, aby widzieli, jak umiera.
Zatrzymał się przy jednym z wyższych drzew. Z plecaka wyciągnął gruby szur, który zarzucił na jedną z gałęzi i przywiązał solidnie. Następnie wszedł na głaz umiejscowiony tuż pod nią. W dłonie ujął koniec sznura, zabójczą pętlę, którą nałożył na swą szyję. Po raz ostatni rozejrzał się wokół. Spojrzał w niebo, na którym dostrzegł Oriona, ulubioną konstelację jego kochanka. Może on również wpatrywał się właśnie w niebo, które mimo przelotnego deszczu zachowało swą czystość? Srebrzysta poświata oświeciła jego twarz. Nie było jeszcze za późno. Mógł zrezygnować. Jednak nie zrobił tego. Ścisnął w dłoni zdjęcie ukochanego, a po chwili skoczył.
Sznur zakleszczył się na jego szyi. Chłopak zacisnął mocno powieki. Nie mogąc zaczerpnąć powietrza. wydał ostatnie tchnienie.
- K-kocham cię, Taka... - wykasłał.
Rzucał się na boki jeszcze przez kilka minut. Dłużej nie mógł. Wskutek ucisku na tętnice szyjne został przerwany dopływ krwi do mózgu. Niedługo po tym nastąpiło przerwanie rdzenia kręgowego, co skutkowało natychmiastowym zgonem chłopaka.
Jego głowa bezwładnie opadła w dół. Wzmagający się wiatr lekko kołysał martwym ciałem. Morze Drzew pochłonęło kolejnego nieszczęśnika, który zginął poprzez nieszczęśliwą miłość...

***
[Takanori]

- Są jakieś wieści?
- Nadal nic. Takanori nie dramatyzuj, on jest pełnoletni. Po prostu uciekł, chciał zacząć żyć na nowo, daleko stąd. Nic mu nie jest. Znam go. - jego siostra jak zwykle próbowała mnie spławić tą samą gadką. Tym razem jednak nie drążyłem tematu i pozwoliłem jej wyjść.
Minął już ponad miesiąc od zniknięcia Akiry. Zostawił wszystko, wziął motor i po prostu odjechał. To nie było w jego stylu. Zawsze wracał po maksymalnie 3 dniach. Czułem w kościach, że coś mu się stało, coś jest nie tak.
Wiedziałem, że zrobił to z mojej winy.
Przed tym wydarzeniem pokłóciliśmy się. Nie była to zwykła kłótnia. On... On mnie zdradził. Z dziewczyną, na imprezie. Przespał się z nią, niczym z tanią dziwką. Wykrzyczałem mu w twarz najgorsze obelgi, jakie tylko znałem, mimo to w głowie utkwił mi jeden, jedyny dialog, przez który nocami nie mogłem spać:
"- A więc, co twoim zdaniem mam teraz zrobić?
- Najlepiej to idź się zabij, siebie i tę zdzirę!"
Wyszedłem na zewnątrz. Nie mogłem usiedzieć w miejscu, siedzieć bezczynnie. Na własną rękę przeszukałem okolicę, jednak bez większego skutku. Próbowałem dzwonić, wysyłałem smsy... Wszystkie starania na nic, przepadł jak kamień w wodę.
Na spacer wybrałem zwyczajową trasę poprzez park, do którego często zabierał mnie Akira. O tej porze roku wyglądał przepięknie. Brukowana aleja przyozdobiona była płatkami kwiatów wiśni, które namiętnie obsypywały ją różowym deszczem. Ptaki wesoło ćwierkały wśród ich konarów, natomiast kaczki z radością rozpoczynały swój okres lęgowy. Powietrze po deszczu było rześkie i wilgotne. Nic nie wychodziło poza granice normalności, poza jednym, malutkim szczegółem.
Gdy przycupnąłem na ławce, aby pogapić się na uprawiające miłość kaczki przy jeziorze, jeszcze raz przeanalizować sytuację i zebrać myśli, do moich uszu dobiegł cichy pisk. Normalnie zignorowałbym taką błahostkę, gdyby nie fakt, że dobiegało z pozostawionego zaraz tuż obok ławeczki kartonowego opakowania. Chcąc czy też nie, ciekawość wzięła górę. Przesunąłem się na sam skraj drewnianego siedzenia, pozwalając, aby starte krople deszczu wsiąknęły w moje spodnie, następnie delikatnie podniosłem pudełeczko i położyłem na swoich kolanach. Powoli rozchyliłem wieko, a widok jaki ujrzałem wprost chwycił mnie za serce. Przez moment zapomniałem o Akirze. 
Na dnie pakunku leżał maleńki kotek. Powoli wyciągnąłem z niego kocię i przytuliłem do piersi. Idealnie mieścił mi się w dłoniach. Na oko miał może nieco ponad miesiąc. 
- Kto cię tu zostawił, kochany? – wyszeptałem przyglądając się zwierzątku, które uchyliło oczka i przypatrywało się mojej osobie z zaciekawieniem, jak i strachem. 
Kolor sierści miał czarny, natomiast wokół pyszczka posiadał „obręcz” koloru białego, która przypominała założoną na nos opaskę. Uśmiechnąłem się smutno. Wzrok miał lekko urwisowaty, lecz poczciwy, tęczówki koloru czystego nieba. 
Kociak wierzgał niespokojnie nogami, chcąc bardziej wtulić się w mój tors w poszukiwaniu ciepła. Był wyziębiony i najprawdopodobniej głodny. Okryłem go bluzką, po czym wstałem, udając się następnie w drogę powrotną. 
- Nazwę cię… Aki. 
Po powrocie do domu od razu zająłem się Akim. Tak też minęły mi kolejne 2 miesiące. Rodzina Akiry nareszcie poszła po rozum do głowy i zleciła jego poszukiwania. Otrzymał status zaginionego. Poszukiwała go policja w całym kraju, jednak nadal bez skutku. 
Oczywiście ja również je prowadziłem. Na własną rękę, ale cóż... Inaczej się nie da. Aki towarzyszył mi przy każdej podróży. Został ochrzczony pierwszym kotem tropiącym. 
Naszym kolejnym celem była Aokigahara. Las samobójców. Długo zwlekałem z tym miejscem, obawiając się najgorszego, lecz w końcu trzeba było się przełamać. To trwa zbyt długo. 
Wybraliśmy się tam wczesnym rankiem, aby ominąć straż, czy spojrzeń niepożądanych osób. Las spowity był gęstą mgłą. Ciszę przerywały jedynie moje kroki. Podszedłem do ostrzegawczej tablicy na początku ścieżki i pogrążyłem się w chwilowej zadumie. Byłem tutaj wcześniej dwa razy. Według przesądów trzeci wraca się tylko z jednego powodu… 
Kot zwinnie zeskoczył z mojego ramienia na grząskie podłoże. Zamiauczał coś, najwyraźniej do siebie, niezadowolony, po czym nagle gwałtownie się ożywił. Jak rażony piorunem pobiegł w stronę lasu, przez co zmuszony byłem również zagłębić się w gęstwinę, chociażby w poszukiwaniu ukochanego pupila.
Ku mojemu zdziwieniu zwierzak nie zboczył od razu z głównej ścieżki. Szedł wolnym, wyrafinowanym krokiem z dumnie uniesionym do góry ogonem, co parę chwil sprawdzając, czy aby na pewno podążam za nim.
Po około piętnastu minutach marszu, Aki zatrzymał się, następnie pomrukiem zakomunikował zejście ze ścieżki. Skierował się na prawo, co powtórzyłem po nim niczym cień. Nie mam pojęcia co skłoniło mnie do chodzenia po lesie pełnym zmarłych dusz za kotem, który nawet 1/4 życia nie przeżył.
Nagle potknąłem się o konar drzewa, co skutkowało upadkiem. Niemalże przygniotłem zwierzaka, który w porę odskoczył w bok, przeraźliwie miaucząc. Już miałem się wyzbierać, jednak to co ujrzałem po rozchyleniu powiek odebrało mi władzę w ciele. Wisielce (dop. bety - nie wiem jak zamienić to słowo… Teoretycznie tak się nie mówi ani nie pisze, ale innego zamiennika nie mam, więc… Niech tak będzie :3). Prawdziwa aleja wisielców. Fetor rozkładających się ciał zaczął drażnić moje nozdrza. Ciała kołysały się lekko w rytm wiatru. Co niektóre oświetlane przez promyki wczesno porannego słońca zdawały się przemawiać do mnie, hipnotyzować.
"Chodź do nas" przemknęło mi w myślach. Zerwałem się na równe nogi, starając się wycofać.
- Akira - zawołałem w kierunku kota, który nadal przyglądał się zmarłym.
Odwrócił się w moim kierunku, następnie zaczął wycofywać. Jednak zamiast iść w kierunku drogi, udał się jeszcze głębiej w las. Poszedłem za nim.
Zauważyłem wielkie, stare drzewo. Na jego widok mój pupil zaczął wariować. Obiegł je wokół i zatrzymał się, najwyraźniej, po drugiej stronie. Bojąc się tego co tam ujrzę, powoli ruszyłem w tamtym kierunku.
Widok powalił mnie na kolana.
Akira.
Mój Akira...
A raczej jego powoli rozkładające się ciało. Nawet nie spostrzegłem, gdy znalazłem się na ziemi zalany łzami. Pod jego ciałem leżała moja fotografia sprzed roku. Z naszej pierwszej, oficjalnej randki. Była już zniszczona, jednak moja twarz nadal była doskonale widoczna.
- Akira... – wyszeptałem, kierując swe spojrzenie ku ciału. - Pamiętasz...? Wtedy... Wtedy obiecałeś, że będziemy już zawsze razem... Że mnie nie zostawisz... A jednak... Jednak to zrobiłeś...
Nawet nie zauważyłem, gdy przy mnie znalazł się kot. Wpatrywał się we mnie swoimi błyszczącymi, szafirowymi oczami. Powoli wspiął się na moim torsie, aby zlizać z mojej twarzy cieknące strumieniami łzy.
"Jestem przy tobie, cały czas..." przemknęło mi przez głowę. Ponownie spojrzałem to na zwierzaka, to na martwego ukochanego.
Czyżby teoria z reinkarnacją okazała się prawdziwa...?
Pociągnąłem nosem i skinąłem głową w jego kierunku. Rozsunąłem plecak. Wyciągnąłem z niego najmocniejsze leki nasenne, jakie udało mi się dostać wraz z wodą. Ułożyłem się wygodnie pod drzewem, następnie wysypałem na trzęsącą się dłoń garść tabletek.
- No to... Raz się żyje...
Wziąłem wszystkie na raz i popiłem wodą. Głaszcząc kota czekałem. Czekałem na sen, do którego kołysanką było jego mruczenie. Mruczenie Akiry.

***

- Czas zgonu?
-  Dwa tygodnie temu, około szóstej nad ranem. Przedawkował leki.
- A ten drugi? Wisielec?
- Z trzy i pół miesiąca temu, na oko. Kiedy dokładnie wykaże sekcje.
- Wiesz co, Masashi? Żal mi ich...
- Nic nie zrobisz, Meiko. Gejowska miłość jest bez przyszłości.


Czy aby na pewno?

Dwa koty splotły swe ogony, przyglądając się oczyszczaniu Aokigahary z ciał osób, które targnęły się w nim na swe życie.

愛は死んだことはありません。


***
Krotka rozgrzewka przed Satanista. Co sadzicie? :3

niedziela, 25 maja 2014

Bad Romance [One-shot]

Don't judge me! XD Kolejne opowiadanie, gdzie Ruki robi za pannę lekkich obyczajów. Specjalnie dla Asu, której od razu dziękuje za betę ♥

***

Rezydencja państwa Suzukich. A właściwie pana Suzukiego. Pani Suzuki  zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach jeszcze zanim się tu wprowadziłem. Jakoś mi jej nie szkoda. Dzięki temu, że kopnęła w kalendarz mogłem owinąć sobie jej mężulka wokół palca.
Właśnie. Kim jestem? Takanori Matsumoto, lat dwadzieścia pięć. Za dnia pokojówka, zaś w nocy prywatna lalka Akiry Suzukiego. Brzmi niestosownie? Well… I don’t care. Potrzebuję zarówno seksu jak i pieniędzy.  A nie będę stał pod latarnią! To zbyt mainstreamowe. Poza tym nie chcę się zarazić jakimś paskudztwem. Jestem zbyt piękny na to!
To jak się tu znalazłem nie jest jakąś intrygującą historią. Akirę znałem już w szkole średniej.  Był najprzystojniejszym facetem wśród klas trzecich! Ach, taki pierwszoklasista jak ja owych czasów mógł sobie jedynie pomarzyć o choćby jego spojrzeniu. Zauroczył mnie nie tylko wyglądem, ale również swoim charakterem, który po miesięcznych obserwacjach z bezpiecznej odległości wydawał się równie interesujący.  Wraz z upływem czasu się w nim zakochałem, niestety równie szybko przyszedł koniec roku szkolnego, a co za tym idzie, Akira opuścił mury szkoły, pozostawiając maleńką ranę w moim serduszku. Jednak szybko przyswoiłem sobie myśl, że było to tylko chwilowe zauroczenie. A może bardziej… Pożądanie cielesnych doznań? Raczej tak.  Chciałem zaznać jego dotyku, pieszczot oraz tego jak mnie rżnie.
Nie zapomniałem o nim nawet po skończeniu szkoły. Jakieś dwa lata temu, idąc do swej nudnej pracy w sklepie muzycznym, po upojnej nocy spędzonej w jednym z popularniejszych  tokijskich gej-klubów natrafiłem na ogłoszenie mówiące, że Suzuki potrzebuje kogoś do sprzątania domu. Jak to dobrze, że nikt mnie wtedy nie widział! Wyglądałem niczym Lucyfer w wersji chibi, który wyszedł z piekieł, aby skusić kolejną niewinną osóbkę na zaprzedanie duszy.  Szybko je zerwałem i zadzwoniłem na podany numer. Odpowiedział znany mi głos. Jednak potwornie zdziwiło mnie to, że poznał mnie po moim! Przecież rozmawialiśmy lata temu, może trzy albo cztery razy. Ale mniejsza. Po pół godziny miałem już załatwioną nową pracę.
Po tygodniu od zajścia, cały w skowronkach spakowałem swe manatki (niestety  kolekcję zabawek do samo-zadowalania musiałem zostawić… No, bo nie wypada!) i dumnie wkroczyłem na teren posesji Suzukiego. Od razu wyczułem w powietrzu żałobną atmosferę. Nawet Akira, który o dziwo wyszedł mi na powitanie, nie był już tak radosny jak zawsze. Jak dowiedziałem się później od ogrodnika, był to czas świeżo po pogrzebie Moshi… Miyashi… Miyoshi… Nevermind. Jakoś mnie nie interesuje jak ona miała na imię. Ważne, że już jej nie ma.  Od tej pory towarzyszyłem Akirze każdą wolną od obowiązków chwilę. Aż w końcu jednego wieczoru, gdy zaścielałem mu łóżko wrócił totalnie pijany. Zdradzać szczegółów końca chyba nie muszę. W każdym razie dostałem po tej nocy tygodniowy urlop zdrowotny, jak i zyskałem dodatkową pracę. Co prawda nie płacił mi za nią, no, ale mnie to nie przeszkadzało! Wręcz przeciwnie.
Tego wieczora Akira się spóźniał. Grzecznie czekałem w sypialni już ponad pół godziny! Akurat, gdy mam chcicę. Uduszę go dziś.  Albo zadrapię na śmierć. O, to dobra alternatywa. Podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie.  Zauważyłem krzątającą się wszędzie służbę. Coś mnie ominęło…? A może wybuchł pożar?
Wtem usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i czyjeś kroki. Odwróciłem się na pięcie. Akira. Wyglądał na zdenerwowanego. Obserwowałem go, nie ważąc się nawet oddychać. Podszedł do mnie beznamiętnie i chwycił za włosy ciągnąc do ziemi. Wytrzeszczyłem oczy. Z hukiem opadłem na kolana, jęcząc z niezadowolenia. Nigdy nie był tak brutalny, nawet za pierwszym razem. Szybko rozpiął swoje spodnie, opuścił je wraz z bokserkami do kostek ukazując w pełni wyprężonego penisa. Przysunął moją głowę do swojego krocza.
- Wiesz, co masz robić czy mam ci pomóc? – warknął nieprzyjaźnie w moją stronę.
Spojrzałem na niego gniewnie. Nie musiał mnie pouczać jak mam robić mu laskę! Przerabialiśmy ten temat setki razy. Najdelikatniej jak potrafiłem ująłem jego członka w dłoń, po czym powoli objąłem ustami główkę, delikatnie ssąc i muskając ją językiem. Akira mruknął coś niezrozumiałego pod nosem. I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Ten idiota zaczął pieprzyć mnie w usta! Wydałem z siebie zduszony krzyk. Tempo jakie przybrał było zabójcze. Mimo usilnych prób dopasowania do niego ruchów głowy, nie udało mi się do niego dostosować. Zacząłem się dławić. Po prostu zabrakło mi tchu. Gdy zaczynałem widzieć już ciemne plamy przed oczami doszedł mi, oczywiście, wprost w usta. Nie mogąc przełknąć, wyplułem część jego spermy na podłogę. Upadłem, starając się złapać oddech. Mógłby przynajmniej ostrzec, że dziś będzie ostrzej… Spojrzałem na niego rozżalony ze łzami w oczach. Będę mu to wypominać do końca życia!
- Takanori… - wyszeptał kucając obok mnie.  Jego głos nagle przybrał ciepłą barwę. Zachowywał się jak opętany! – Musisz mi wybaczyć… Wynagrodzę ci to po wszystkim.
Mówiąc to, subtelnie głaskał mnie w talii. Mimowolnie zamruczałem. Po chwili podniósł moje drobne ciałko i usadowił okrakiem na swoich kolanach. Automatycznie przysunąłem się na tyle blisko, aby nasze ciała stykały się, a mój tyłek spoczywał idealnie na jego kroczu.  Przyciągnął mnie do lekko brutalnego pocałunku. Posłusznie rozchyliłem usteczka, pozwalając wedrzeć mu językiem do ich wnętrza. Tak też zrobił. Od razu dołączyłem do zabawy swój.  W tym momencie również pokazał agresywną stronę swej osobowości. Rzucił mną o łóżko i przygniótł do niego. To mi już nie przeszkadzało, jedynie wzmogło podniecenie. Otarłem się od niego, na co zareagował wzdrygnięciem. Żadnych jęków? No, no… Nieładnie, panie Suzuki, bardzo nieładnie. Oderwałem się od niego, aby zaczerpnąć powietrza. Od razu dobrał się do mojej szyi, znacząc ją od góry do dołu malinkami. Chcąc go bardziej sprowokować, słodko jęczałem jego imię wprost do ucha. Na oślep odpinałem paski od zakolanówek, podczas gdy Akira rozpinał moją bluzkę. A raczej, eghem… Rozerwał ją i rzucił gdzieś w kąt. Spojrzałem na niego. Jego oczy wprost płonęły pożądaniem. Nie chcąc więcej przedłużać, zsunąłem bokserki. Wolną ręką złapałem za jego członka i zacząłem pocierać. Opuszkami palców muskałem przy okazji jego jądra. Do moich uszu dobiegł akompaniament pięknych jęków, które nieudolnie próbowały zostać stłumione. Wyszczerzyłem się w podłym uśmieszku. Jednak Akira postanowił się odgryźć. Nie wiadomo kiedy uwolnił się z moich objęć, naparł penisem na moje wejście i bez żadnego przygotowania wszedł do samego końca. Krzyknąłem. Po moich policzkach spłynęły łzy, które ku mojemu zdziwieniu od razu scałował, co kłóciło się z tym, że od razu zaczął się ostro poruszać. Po chwili krzyk przeistoczył się w jęk i błagania o więcej. Podniosłem lekko głowę, aby móc wyjęczeć mu wprost do ucha:
- Rżnij mnie mocniej…
Na odpowiedź nie musiałem czekać zbyt długo.
- Skoro sobie życzysz… - wydyszał, następnie wyszedł ze mnie i przerzucił na brzuch. Zacisnąłem piąstki na pomiętoszonej kołdrze. Po chwili znów poczułem jego potwora w swoim wnętrzu. Zacisnąłem usta w wąską kreskę, aby nie wydać żadnego dźwięku. Wypiąłem się bardziej, powodując, że coraz bardziej zanurzał się we mnie.
- Mocniej. – rozkazałem, zamykając oczy. Akira bez żadnych oporów wykonał moje polecenie, wchodząc tak szybko, jak tylko potrafił, pod różnymi kątami, coraz to głębiej. Gdy trafił wprost w moją prostatę, wygiąłem się w łuk, krzycząc aż do zdarcia gardła. Kontynuował pchnięcia w to czułe miejsce, a ja czułem, że dochodzę do szczytu. Nie mając siły krzyczeć, doszedłem z piskiem wprost na łóżko, następnie opadłem na nie bezwładnie. Akira nadal korzystał z mojego zmęczonego ciała, póki nie doszedł. Biała, ciepła ciecz rozlała się we mnie uśmierzając przenikliwy ból, który towarzyszył mi po każdym zakończeniu stosunku. Oddychałem głęboko, czekając aż ciało Suzukiego opadnie na mnie, jednak do tego nie doszło. Zdezorientowany resztkami sił obróciłem się z powrotem na plecy. Chłopak stał przy komodzie, coś na niej robiąc. Nieudolnie próbowałem podnieść się do siadu, co zakomunikowałem donośnym sykiem. Ponownie odwrócił się w moją stronę. Podszedł do mnie i pomógł się podnieść. Podał mi swoją bluzkę. Popatrzyłem zdziwiony na niego, jednak posłusznie ją założyłem, przy okazji naciągając bokserki na tyłek.
- Takanori… - zaczął, chwytając mnie za ręce. Wpatrywałem się w niego swoimi szeroko rozwartymi czekoladowymi ślepiami, czekając na to, co ma zamiar powiedzieć. – Widzisz… Dużo nad tym myślałem… Nie chcę, aby łączyły nas tylko i wyłącznie relacje łóżkowe.
Zaniemówiłem. Czy on właśnie…
- Tak Takanori… Ja chyba cię kocham. – przysunął swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej, po czym złożył na czole delikatny pocałunek. – Chyba na pewno, Maleńki.
Uklęknął przede mną , nadal trzymając kurczowo moje dłonie jakby się bał, że gdzieś mu ucieknę. Moją twarz oblał rumieniec. Z kieszeni wyjął drobne pudełeczko obite czerwonym materiałem.
- Tak więc… Byłbym zaszczycony, gdybyś chciał, umm… Zostać w przyszłości moim małżonkiem i funkcjonować jak normalna para. – otworzył pudełeczko, ukazując mi przepiękny pierścionek z białego złota z rubinowym oczkiem w kształcie drobnego serduszka.
Po moich policzkach znów pociekły łzy.
- Akira… Zawsze! Tak bardzo tego pragnąłem… - zsunąłem się na sam skraj łózka i objąłem chłopaka za szyję. Ten przybliżył się, abym całkowicie mógł wtulić się w jego nagi tors. – Kocham Cię Akiś…
- Ja ciebie też, Taka-chan – odparł ze śmiechem, głaszcząc mnie po głowie.
- Umm, ale Akiraaa… - zacząłem nieśmiało.
- Tak, kochanie?
- Ale nadal będziemy się kochać co wieczór…?
Odpowiedziano mi śmiechem.
- Skoro tylko chcesz, mój mały nimfomanie.

Również się roześmiałem. Nareszcie mogłem rzec, że jestem w pełni szczęśliwy. Ufnie wtuliłem się w mojego kochanka, a raczej już narzeczonego, po czym odpłynąłem w krainę snów, wiedząc, że gdy się obudzę on będzie obok.